„Przeczytaj, co tu jest”.
Cisza.
„No spróbuj. Przecież znasz te literki”.
Jeszcze większa cisza.
A po chwili:
„Nie chcę”.
I właściwie trudno się dziwić. Dla dorosłego przeczytanie krótkiego słowa jest czymś zupełnie automatycznym. Dla dziecka, które dopiero rozpoczyna swoją przygodę z czytaniem, to skomplikowane zadanie wymagające połączenia wielu umiejętności.
Dlatego zamiast pytać, jak szybciej nauczyć dziecko czytać, warto najpierw zastanowić się nad czymś innym:
Jak sprawić, żeby dziecko w ogóle chciało odkrywać świat liter i słów?
I tutaj z pomocą przychodzi zabawa.
Nauka czytania zaczyna się dużo wcześniej niż przy pierwszej książce
Zanim dziecko samodzielnie przeczyta pierwsze zdanie, przez kilka lat intensywnie przygotowuje się do tego momentu.
Słucha rozmów.
Poznaje nowe słowa.
Kończy znane rymowanki.
Zauważa, że „mama” i „mak” zaczynają się podobnie.
Rozpoznaje swoje imię.
Pyta, co jest napisane na szyldzie sklepu.
Dostrzega litery na opakowaniach, znakach i ulubionych książkach.
To wszystko ma znaczenie.
Rozwój czytania nie zaczyna się więc od karty pracy. Jego fundamentem są między innymi język, bogate słownictwo, kontakt z tekstem i rozwijająca się świadomość dźwiękowej struktury języka.
Dlatego jedna z najprostszych rzeczy, jakie możemy zrobić, brzmi:
dużo z dzieckiem rozmawiać.
Czytaj dziecku – nawet jeśli samo zaczyna już czytać
Moment, w którym dziecko zaczyna rozpoznawać litery, nie oznacza, że od tej pory powinno czytać sobie samo.
Wręcz przeciwnie.
Samodzielne odczytanie kilku słów może wymagać ogromnego wysiłku, podczas gdy słuchając czytanej przez dorosłego historii, dziecko może skupić się na jej treści, poznawać znacznie bogatsze słownictwo i po prostu czerpać przyjemność z książki.
Dlatego warto zachować wspólne czytanie również wtedy, gdy pojawiają się pierwsze próby samodzielnego czytania.
Możecie nawet czytać razem.
Rodzic czyta większość tekstu, a dziecko wyszukuje jedno znane słowo, rozpoznaje literę albo próbuje przeczytać krótki podpis.
Nie każda książka musi zamieniać się w ćwiczenie.
Czasami książka może pozostać po prostu dobrą historią.
Zacznijcie od słów, które coś dla dziecka znaczą
Dla dziecka znacznie ciekawsze od przypadkowego:
LAS – DOM – KOT
może być przeczytanie:
własnego imienia,
imienia mamy,
nazwy ulubionego zwierzęcia,
napisu na pudełku ulubionych klocków,
nazwy ukochanej koparki.
I tutaj pojawia się jedna z zasad, która jest bardzo bliska temu, jak tworzymy materiały w Edukajkach:
wykorzystujmy zainteresowania dziecka zamiast z nimi walczyć.
Jeśli przez trzy miesiące dziecko mówi wyłącznie o koparkach, nie musimy odkładać koparek, żeby rozpocząć „prawdziwą naukę”.
Możemy przecież przeczytać:
KOPARKA.
Poszukać pierwszej litery.
Podzielić słowo na sylaby.
Zastanowić się, jakie inne słowo zaczyna się podobnie.
A później wrócić do zabawy.
👉 „Koparki i maszyny budowlane – pakiet edukacyjny PDF”
O tym, dlaczego zainteresowania dziecka mogą być świetnym punktem wyjścia do nauki, napiszemy również szerzej w osobnym artykule.
Z obrazka do słowa
Jednym ze sposobów na połączenie zabawy z pierwszymi próbami czytania jest wykorzystanie obrazków.
Dziecko wybiera ilustrację.
Wie, co się na niej znajduje.
Teraz możemy wspólnie zastanowić się:
Jak zbudować to słowo?
Jeżeli na obrazku znajduje się kot, dziecko może wysłuchać kolejne głoski, znaleźć odpowiadające im litery i ułożyć:
K – O – T
Właśnie na tej zasadzie działa pomoc „Podpisz obrazki”.
Dziecko nie dostaje gotowego słowa do mechanicznego przepisania. Najpierw wybiera obrazek, następnie buduje jego nazwę z pojedynczych liter, a na końcu może samodzielnie sprawdzić rozwiązanie za pomocą karty kontrolnej.
W materiale samogłoski i spółgłoski są dodatkowo wyróżnione kolorami, dzięki czemu podczas zabawy można stopniowo zwracać uwagę dziecka również na budowę wyrazów.
Nie trzeba jednak wykorzystać wszystkich możliwości materiału od razu.
Dla jednego dziecka sukcesem będzie znalezienie pierwszej litery.
Inne ułoży cały wyraz.
Jeszcze inne zacznie zastanawiać się, dlaczego w słowie znajdują się konkretne litery.
Ta sama pomoc może więc towarzyszyć dziecku na różnych etapach.
Pobawcie się w poszukiwaczy liter
Litery nie muszą leżeć na stole.
Można je ukryć.
Wybierz kilka liter i rozłóż je w pokoju. Następnie poproś dziecko:
„Potrzebujemy M. Ciekawe, gdzie się schowała?”
Dziecko szuka odpowiedniego znaku, przynosi go i dokłada do budowanego wyrazu.
Można również odwrócić role.
To dziecko ukrywa litery, a rodzic musi odnaleźć właściwą.
Nagle zadanie, które przy stole mogłoby wyglądać jak ćwiczenie, staje się małą misją.
Zagrajcie w sklep
Sklep jest jednym z najlepszych miejsc do pokazania dziecku, po co właściwie ludzie czytają.
Przygotujcie wspólnie listę:
MLEKO
CHLEB
SER
BANAN
Dziecko może dopasowywać napis do produktu, odczytywać pierwszą literę albo próbować znaleźć odpowiednią rzecz na podstawie całego słowa.
Nie chodzi o poprawne przeczytanie całej listy.
Chodzi o doświadczenie:
„Ten napis coś oznacza. Dzięki niemu wiem, czego szukamy”.
👉 „Zakupy – zabawa w sklep PDF”
Takie sytuacje łączą czytanie z działaniem i codziennością. Przy okazji można liczyć produkty, tworzyć własne listy i odgrywać role sprzedawcy oraz klienta.
Podpisy mogą pojawiać się wszędzie
Nie potrzebujesz specjalnej lekcji.
Przygotuj kilka prostych karteczek:
STÓŁ
OKNO
DRZWI
LAMPA
i razem z dzieckiem spróbujcie odnaleźć ich miejsce w domu.
Albo pozwól dziecku przygotować własne podpisy.
Nawet jeśli zapis będzie daleki od poprawnej pisowni, zainteresowanie tym, że wypowiadane słowo można w jakiś sposób zapisać, jest samo w sobie niezwykle wartościowe.
Karty trójdzielne mogą wspierać także kontakt ze słowem
Karty trójdzielne kojarzymy przede wszystkim z poznawaniem świata – zwierząt, roślin, geografii czy historii.
Jednak ich konstrukcja daje również możliwość pracy ze słowem.
Mamy:
-
kartę z obrazkiem,
-
osobny podpis,
-
kartę kontrolną zawierającą obrazek wraz z nazwą.
Dziecko może więc próbować dopasować podpis do odpowiedniego obrazu, a następnie samodzielnie sprawdzić swoją odpowiedź.
Jeżeli nie wiesz jeszcze, jak można wykorzystywać taki materiał krok po kroku, zajrzyj również do naszego wcześniejszego wpisu:
👉 „Karty trójdzielne Montessori – czym są i jak z nich korzystać?”
Czy poprawiać dziecko, kiedy popełnia błąd?
Wyobraźmy sobie, że dziecko próbuje odczytać słowo.
Myli się.
Naturalną reakcją dorosłego jest natychmiastowe:
„Nie, tutaj jest…”
Tymczasem czasem warto dać kilka sekund więcej.
Można zapytać:
„Chcesz spróbować jeszcze raz?”
albo:
„Sprawdźmy razem”.
W materiałach umożliwiających samokontrolę dziecko może również samo porównać swoje rozwiązanie z kartą kontrolną.
To drobna różnica, ale zmienia charakter sytuacji.
Zamiast:
dorosły ocenia – dziecko jest oceniane
pojawia się:
dziecko próbuje – sprawdza – poprawia.
Nie każde dziecko zacznie czytać w tym samym momencie
Porównywanie dzieci jest wyjątkowo kuszące.
„Córka koleżanki już czyta”.
„W jego grupie niektóre dzieci znają wszystkie litery”.
„Starszy brat w tym wieku…”
Tylko że rozwój nie przebiega według jednej tabelki.
Jedno dziecko bardzo wcześnie zainteresuje się literami. Inne przez długi czas będzie wolało budować, rysować, biegać i zadawać tysiące pytań o zwierzęta.
Warto obserwować gotowość konkretnego dziecka, zamiast zamieniać czytanie w wyścig.
Jeżeli natomiast coś w rozwoju mowy, języka lub późniejszej nauce czytania rzeczywiście Cię niepokoi, warto porozmawiać z nauczycielem dziecka i odpowiednim specjalistą zamiast zwiększać liczbę ćwiczeń wykonywanych w domu.
A co z metodą Montessori?
W podejściu Montessori nauka języka jest mocno związana z działaniem, doświadczeniem sensorycznym, przygotowanym otoczeniem oraz stopniowym przechodzeniem do kolejnych umiejętności.
Nie chodzi o to, aby dziecko jak najszybciej wypełniało strony ćwiczeń.
Znaczenie ma możliwość manipulowania materiałem, samodzielnej pracy i sprawdzania rezultatów.
Podobną zasadę możemy przenieść również do domu – nawet jeśli nie tworzymy pełnego środowiska Montessori.
Jeśli interesuje Cię szerzej, czym charakteryzują się pomoce Montessori i dlaczego wyglądają inaczej niż wiele tradycyjnych materiałów edukacyjnych, przeczytaj również:
👉 „Pomoce Montessori – czym są i dlaczego dzieci tak dobrze się z nimi uczą?”
Nie zamieniajmy każdego słowa w lekcję
To chyba najważniejsza zasada.
Jeśli dziecko pyta:
„Co tu jest napisane?”
nie zawsze trzeba odpowiadać:
„A jak myślisz? Spróbuj przeczytać”.
Czasem można po prostu… przeczytać.
Jeżeli wspólne czytanie książki co chwilę przerywamy pytaniami:
„Jaka to literka?”
„A to słowo?”
„Co było napisane wcześniej?”
łatwo sprawić, że przyjemność zacznie przypominać sprawdzian.
Zabawa również przestaje być zabawą, kiedy dorosły ma ukryty plan wykonania piętnastu zadań.
Materiały edukacyjne powinny być narzędziem, a nie celem samym w sobie.
Najważniejsze nie jest pierwsze przeczytane słowo
Oczywiście moment, kiedy dziecko po raz pierwszy samodzielnie odczytuje wyraz, jest wyjątkowy.
Ale jeszcze ważniejsze jest to, co wydarzy się później.
Czy będzie chciało przeczytać następny?
Czy książka będzie kojarzyć mu się z bliskością i ciekawą historią?
Czy widząc nieznane słowo, pomyśli:
„Ciekawe, co tu jest napisane?”
czy raczej:
„Znowu muszę czytać”.
Nie mamy pełnej kontroli nad tym, kiedy dziecko nauczy się czytać.
Możemy jednak zrobić bardzo dużo, żeby litery, słowa i książki od początku kojarzyły się z czymś, co warto odkrywać.
I właśnie o taką naukę chodzi nam w Edukajkach.
Małe karty mogą być początkiem naprawdę wielkich odkryć.